Sanovia Lesko – Przełęcz Dukla 3:0 (1:0)

Przełęcz: Volčko – Rędowicz, Ginalski (4 min., czerwona kartka), Stec (85’ Ożga), Sagan- Mormol (57’ Pernal), Moroń (75’ Zima), Kozak, Mielech- Jop, Pakiet (77’ Pietruszka);

Sanovia: Sawczyn- Armata, Tarnolicki (Czenczek 86’), Kumah-Doe Rajchel (72’ Paszkowski, Łukacz (70’ Paszkowski)

Żółte kartki: Czenczek, Kumah- Doe- Pernal

Sędziowali: Siwak,  Dobosz K., Opaliński
Widzów: 150
    
Spotkania Przełęczy z Sanovią Lesko zawsze wzbudzały wśród kibiców wiele emocji, nie tylko tych sportowych. W ostatniej kolejce Sanovia rozgromiła na wyjeździe Iwonkę Iwonicz aż 7-0, więc i w tą niedzielę  można było oczekiwać goli na stadionie przy Al. Błogosławionego Jana Pawła II. Nie zawiedliśmy się. Były gole, żółte i czerwone kartki i piękne bramkarskie parady

Już w 3 minucie lewą stroną przedarł się Hanson Kumah- Doe (zawodnik z Ghany, ur. W 1988 r., były zawodnik klubów Stal Rzeszów, Żurawianka Żurawica, Kamaks Kańczuga, Bieszczady Ustrzyki Dolne)i zdołał dośrodkować w pole karne Przełęczy. Do piłki wyszedł Peter Volčko i zderzył się z Grześkiem Stecem. Kiedy leżał na ziemi, piłka przeleciała do Różyckiego, który strzelił do pustej w tym momencie bramki. Gdy wszyscy widzieli piłkę w siatce, na jej drodze położył się Marcin Ginalski, który leżąc, przypadkowo miał z nią kontakt. Obrońca otrzymał czerwona kartkę i opuścił boisko. Do wykonania rzutu karnego podszedł Bartłomieja Łukacz. Strzelił mocno prosto w Petera, niestety przy dobitce nie było już szans, gdyż strzelec poszedł za ciosem i strzelił ponownie. 1-0.

Trener Niżnik musiał zrobić zmiany w szykach obronnych. I tak „fora” zagrał Łukasz Rędowicz, a na stoperze Grzesiek Stec. W tym momencie stało się jasne, że Sanovia zaatakuje odważniej, chcąc wykorzystać osłabienie rywala. Drużyna Przełęczy, pomimo straty swojego stopera dorównywała jakością gry kompletowi zawodników z Leska i to właśnie goście stworzyli lepsze okazje do zdobycia gola. Dwukrotnie asystentem mógł zostać Paweł Mielech, niestety ani Jozef Kozak, ani Tomasz Pakiet nie wykorzystali podań kolegi. Najpierw Słowak, w 27 min po dośrodkowaniu z rzutu wolnego główkował minimalnie nad poprzeczką, a kilka minut później Pakiet nie odczytał intencji podającego kolegi i dobra okazja (praktycznie pusta bramka) została zmarnowana. W 33 minucie piękny strzał z 25 metrów oddał Kumah- Doe, ale jeszcze ładniejszą interwencją popisał się Volčko wybijając piłkę z samego okienka bramki. Sześć minut później Baraniewicz ładnie strzelił po ziemi i znowu na posterunku był Peter, który złapał piłkę przy słupku. W 42 minucie dał o sobie znać strzelec zwycięskiej bramki sprzed tygodnia, Marcin Jop. Odebrał on piłkę w narożniku boiska leskiemu obrońcy, który blokował piłkę, żeby ta spokojnie mogła wyjść na aut bramkowy. Walka przy końcowej lini opłaciła się i Jop podał do wbiegającego w pole karne Mielecha, niestety szybszy od niego okazał się obrońca Sanovii. W ostatniej minucie pierwszej połowy po raz kolejny pokazał się Kumah- Doe strzelając na bramkę Przełęczy. Po raz kolejny Volčko ładnie interweniował.

Druga część gry zdecydowanie należała do piłkarzy Sanovii. Jednak pierwszą akcję zorganizowali nasi. Strzał Moronia z narożnika pola karnego przy słupku instynktownie obronił Sawczyn, a wchodzący Pakiet dobił lecz sędzia dopatrzył się spalonego (zawodnik twierdził, że wyszedł zza obrońców). Już w 55 minucie Różycki dośrodkował z rzutu rożnego na bliższy słupek, a tam Armata trącił piłkę głową i wpadła ona do siatki obok „długiego słupka”.2-0.

Szybko zdobyta bramka pozwoliła gospodarzom grać spokojniej, a Przełęcz z każdą minutą coraz bardziej opadała sił, płacąc cenę za rękę Ginalskiego. Podwyższenie wyniku nastąpiło 10 minut później. Grający trener Sanovii, Witold Tarnolicki zdecydował się na uderzenie zewnętrznym podbiciem z 18 metrów i piłka po raz trzeci zatrzepotała „w sieci”. 3-0.

Minutę później Różycki z 25 metrów uderzył nad poprzeczką. W 70 minucie długim wykopem, długie podanie „goniło” Artura Pernala, który spadając na ziemię tuż przy lini kończącej boisko w ekwilibrystyczny sposób zagrał na pole bramkowe nad stojącym przy słupku bramkarzem, a Pakiet w dogodnej sytuacji, obok drugiego słupka uderzył wysoko nad bramką.

Postawa Przełęczy, mimo gry w osłabieniu niemal przez cały mecz mogła się podobać. Nie wiadomo, jak potoczyłyby się losy pojedynku gdyby Przełęcz w 3 minucie straciła gola, ale Marcin Ginalski pozostałby na boisku.
    
W następnej kolejce Przełęcz, na własnym boisku podejmować będzie inną bieszczadzką drużynę- Leśnik Baligród który zapewne będzie walczył… Mecz w sobotę 28 maja 2011 r., o 17.00.

tekst, foto: Bogusław Szczurek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>